piątek, 31 lipca 2015

Stajenny Pamiętnik #1

Wycieczka do Dark Core

Gotowa do drogi, spakowana, przygotowana.

O 8:00 wyruszyłam- wiedziałam, że biedna Alex koczowała przy tym krzaku całą noc- nie chciałam jej zawieść i przybyłam najszybciej jak mogłam. Głównie chodziło o to, bym nie została zauważona w towarzystwie Alex- jest ona rozpoznawana wśród Jeźdźców Mroku. Miałam nadzieję, że nikt jej nie zauważył.

Na miejscu, spostrzegłam Alex, ledwo trzymającą się na Tin- Canie.  Sam koń już lekko przysypiał. Jednak, na szczęście nikt nie zobaczył dziewczyny- wszyscy byli bardzo zajęci pakowaniem kontenerów na łódź, które miały zostać zawiezione na platformę Dark Core. Pisk maszyn prawie zakłócał cichy głos Alex, która mówiła mi, że mam pozostawić Midnight w kontenerze.

Musiałam to zrobić. W końcu, Midnight miała udawać konia Justina, który posiadł złe moce dzięki Pi. Bardzo bolało mnie to, że muszę zostawić Mid i nie będę wiedziała co się z nią stanie. Obudził się we mnie instynkt obrońcy. Ale musiałam go ugasić. Dla dobra Jorvik.

Podeszłam do szefa brygady, on kazał mi umieścić "tego konia" na swoim miejscu i spadać. Posłusznie wypełniłam rozkaz, jednak w środku, czułam narastającą moc.
"Zaraz mu przywale!!"- myślałam.


Biedactwo siedziało w kontenerze, bojąc się zamknięcia drzwi. To musiało być okropne.


Szef wygonił nie ze statku- ale ja musiałam znaleźć jakieś miejsce, by dostać się do celu. Kontener nie- to zbyt ryzykowne. O, o, o!!
LODÓWKA!
Więc wlazłam do tej lodówki i zamknęłam drzwi. Ale było zimmmno...
Brr...


Tłuk, tłuk.

Tak mnie targało w tej lodówce.
Słyszałam głosy ludzi poruszających się po statku- ale nie mogłam rozróżnić ani słowa.

Honof tajm- Arakakak!!-Ble ble..
Tylko takie wyrazy wyróżniłam z ich dialogów.

Słyszałam też prychanie Midi- bała się. Chciałam ją uspokoić, ale jak??


Po wielogodzinnej podróży byłam na miejscu. Wyszłam z lodówki i poczułam ciepło idące znad oceanu. Obok stał kontener, w którym powinien stać mój koń!! Był P-U-S-T-Y! PUSTY!
Wywieźli ją!!
Pobiegłam w stronę schodów- było tam mnóstwo zbójców. Każdy miał latarkę. Za każdym razem chowałam się za skrzynkami. Ominęłam pierwszego. "Okej. Jest dobrze"- pomyślałam. Drugi stał tuż przed wielką deską zawieszoną tuż nad oceanem. Przeszłam po niej, nie patrząc w dół. Ominęłam go jakimś cudem. Potem już szło jak po maśle. Dopóki nie spotkałam dwóch pracowników, którzy ze sobą gadali.
-Tak, tak. Powinni podwyższyć naszą wypłatę.
-Właśnie! Nie zasługują na nas.- Mówił jeden do drugiego.

Zauważyłam rurę po mojej lewej. Po niej spokojnie mogłabym przejść, omijając tych dziwaków. Tak pomyślałam. Tak zrobiłam. I trafiłam do jakiegoś magazynu. Po jednej stronie była przepaść, a po drugiej wolna droga. Poszłam więc w stronę korytarza. Wyłaniając się z "labiryntu" zauważyłam Midnighstar i Justina. Sandsa, jakąś babę i tego Mrocznego Jeźdźca.
Rozmawiali o tym, jak ich to perfidnie oszukano.

Podsłuchiwałam, to prawda, ale w słusznej sprawie. Więc nie  miejcie problemów z moimi manierami!!

Potem, zauważyli mnie. Stałam jak wryta patrząc na brzydką twarz tego Sandsa.
Okropny z niego typ. Śmiał się i wołał:
-Łapać ją!!

Odruchowo wskoczyłam na Midnight, trochę się przechyliłam, ale to nie był odpowiedni moment, aby spaść z konia. Zagalopowałam i popędziłam przez korytarze. Przeskakiwałam kontenery z nadludzką i nadkońską siłą. A może to była adrenalina?



Adrenalina-
Adrenalina odgrywa decydującą rolę w mechanizmie stresu, czyli błyskawicznej reakcji organizmu człowieka i zwierząt na zagrożenie, objawiających się przyspieszonym biciem serca, wzrostem ciśnienia krwi, rozszerzeniem oskrzeli, rozszerzeniem źrenic itd. 

Tak to była adrenalina.

Będąc wysoko puściłam flarę, czy coś i galopowałam dalej. Kapitan Brus przybył w samą porę. Byłam w drodze do domu.




Leoni Swiftworce

2 komentarze:

  1. Kochana swietne ! <3 pamietasz mnie ? :')

    OdpowiedzUsuń
  2. Pamiętam !
    Nie mogłam uwierzyć, że tak się rozwinęłaś. Te maile - smutek, albo coś xP
    Na jakim serwerze jesteś?

    OdpowiedzUsuń